Czasami przyłapuję się na tym, że mimo ogromnej miłości do muzyki, nie potrafię wskazać ulubionych piosenek.
Z tą notką nie miałam trudności, bo jeśli mam polecać jakąś płytę, oczywisty jest fakt, że dana składanka musi mnie zachwycić w całości. A najczęściej doświadczam sytuacji, kiedy na płycie podoba mi się zaledwie garstka utworów.
Na poprzedniej odsłonie bloga ogromną popularnością cieszył się post o piosenkach. Tylko teraz nie pamiętam, czy to były moje ulubione, mało znane, a może jeszcze inne. Nie ważne.
Postanowiłam podzielić się z wami ośmioma płytami, które zaliczyć mogę do ulubieńców i mam nadzieję trafić w wasze gusta, ponieważ starałam się wybierać te najbardziej uniwersalne, które nie powielają jednego schematu.
Odpaliłam wszystkie po kolei i starałam się wczuć w losową osobę, słuchającą kompletnie obcych sobie wykonawców oraz zespołów, po czym stwierdzałam, czy sięgnęłabym po nie jeszcze raz.